Day 29 - 03 Jan.2012 - Bahia Blanca
After a lovely breakfast we packed our tent and left the campsite going back to the coast. Actually, a nice thing to mention is that here in Argentina you can get hot water everywhere for 1 or 2 pesos. The Argentineans are even crazier about Mate tea than the Gaúchos in southern Brazil. They keep on drinking this green tea in their Cujas all day long and therefore hot water is never short. It saves us well to prepare our morning coffee as we haven’t got round to buy a camping cooker yet.
The coastline further south of Mar del Plata continues to be fairly touristic with one resort after another with some building looking rather similar to some Eastern Block heritages – may be a leftover from the military regime?
As we went further inland the views change to vast planes of agricultural fields. It seems that this region is one of the main productions for corn and sunflowers. As it is harvest times, often we see massive harvesters on the fields and it seems that lorries from over 40 years ago were taken out of the sheds to bring the harvest to the cities. Some old trucks are worth putting into a museum that’s for sure. We arrived Bahia Blanca in the afternoon and the radio states temperatures of 38deg.C. When we got out of our air-conditioned car we got hit indeed. This place is boiling hot! No way we are going to camp today. We consulted our Lonely Planet guide and found a reasonably priced hotel near the town centre. It turned out to be twice the price than stated in the guide but somehow we were not switched on enough at that moment to leave and look for another one. ______________________________________
Dzień 29 - 03 stycznia 2012 - Bahia Blanca
Po dobrym śniadaniu spakowaliśmy nasz namiot, opóściliśmy pole namiotowe i wyruszyliśmy w stronę wybrzeża. Tak na marginesie, fajna rzecz w Argentynie to to, że prawie wszędzie można to dostać gorącą wodę za 1 albo 2 pesos. Argentyńczycy są jeszcze bardziej zwariowani na punkcie Mate (rodzaj herbaty) niż Gaúchos w południowej Brazylii. Popijają ją ze swoich Cujas o każdej porze dnia i dlatego gorącej wody nigdy tu nie brakuje. Jest to też dla nas przydatne rano, żeby zrobić sobie kawę, bo do tej pory nie kupiliśmy sobie sprzętu do gotowania.
Linia brzegowa na południe od Mar del Plata wygląda na dość turystyczną z niektórymi miejscowościami wypoczynkowymi przypominającymi trochę socjalistyczna rzeczywistość byłego Bloku Wschodniego. Może to pozostałość po tutejszej dyktaturze?
Jadąc w głąb lądu widoki zmieniły się w wielkie pola uprawne. Wygląda na to, że
tutejszy region głównie uprawia kukurydzę i słoneczniki. Obecnie jest pora zbiorów iczęsto na polach widuje się kombajny a czterdziestoletnie ciężarówki rozwożą zbiory do pobliskich miast. Niektóre z tych okazów możnaby z pewnością wstawić już do museum motoryzacji. Dojechaliśmy do Bahia Blanca po południu i w radiu powiedzieli, że temperatura sięga dziś 38C. Jak wysiedliśmy z naszego klimatyzowanego samochodu to dopiero poczuliśmy o czym mówili w radiu. Gorąco jak w ukropie! Nie ma szans, żeby dzis spać w namiocie. Przewertowaliśmy nasz przewodnik i znaleźliśmy hotel w rozsądnej cenie niedaleko centrum. Okazało się, że w rzeczywistości był on dwa razy droższy niż to co podali w przewodniku. Może to z gorąca, ale jakoś zamiast wyjść i poszukać czegoś innego, zostaliśmy.
|
Your Comments: