Please zoom in to see all the photo icons along our track.

Day 2 - 07 Dec.2011 - Recife


Although we were really dead tired we only managed to sleep a couple of hours till 9 in the morning. It was simply too warm, too bright and too noisy from the traffic down below to sleep longer. So getting up, having a shower and then a fantastic breakfast with an abundance of sweet tropical fruits. It is always amazing to taste these sweet fruits here. Nothing really you can not buy back at home but the taste is just so much better. After breakfast we had a walk into town to buy all the things we did not take with us due to the weight saving in our luggage. After all shampoo is the same in Brazil as in the UK.
The situation with the car is as well not entirely sorted out yet, that is the part of the Brazilian “jeitinho” which can sometimes be a bit annoying. We went to the rental place and the first thing the owner of the place told us was that the car is only insured on Brazilian territory. That is not of much use to us and we need to get this sorted out before we leave. A couple of phone calls to Gileno in Brasilia and Marcus in Bolivia and we have a bit more clarity on what is required to get an international insurance and what it might cost. But for today nothing else can be done anymore. And tomorrow is a public holiday in Recife and so we have one day of involuntary beach activity ahead of us. Not that this is a really a bad thing to do and in fact we are really looking forward to this but the situation with the car definitely needs sorting out and it would even be a more relaxed beach day with that behind us. On Friday we will have another attempt.
For tonight we will go with Junior and Dayane to Recife Antigo – the renovated old city centre to have some cervejas in the mild summer night. We will think of all our friends sitting in Aberdeen in a pub instead. Till tomorrow.
______________________________________

Dzień 2 – 07 Dec 2011 – Recife


Pomimo że byliśmy nieziemsko zmęczeni, daliśmy radę spać tylko do 9:00 rano. Było po prostu za gorąco, za jasno i za głośno od zgiełku dochodzącego z ulicy żeby pospać trochę dłużej. Tak więc pobudka, prysznic i wspaniałe śniadanie obfite w różnorodne owoce tropikalne. Słodki smak tutejszych owoców jest niesamowity. Tak naprawdę nie mieliśmy tu niczego czego nie można by kupić w domu, tyle tylko, że tu owoce samkują o wiele lepiej. Po śniadaniu przeszliśmy się do miasta, żeby kupić wszystko to czego nie wzieliśmy ze sobą z racji limitu bagażu. W końcu szmpon z Brazylii nie różni sie niczym od tego z UK.
Sytuacja z samochodem nie jest jeszcze dopięta na ostatni guzik. To jest ta strona brazylijskiego “jeitinho”, która czasem może też być trochę wkurzająca. Poszliśmy do firmy wypożyczającej samochody i pierwsza rzecz którą usłyszeliśmy od właściciela to to, że samochód jest ubezpieczony tylko na terytorium Brazylii. Tak więc musimy się tym zająć i zorganizować dodatkowe ubezpieczenie zanim wyruszymy w trasę.
Kilka telefonów do Gileno w Brasilii i Marcusa w Boliwii i mamy trochę więcej pojęcia co jest potrzebne żeby zorganizować takie ubezpieczenie i ile może to kosztwać. Ale na dzisiaj to tyle, bo nic więcej nie uda nam się zdziałać. A jutro w Recife jest święto i mamy przed sobą ‘niedobrowolny’ dzień na plaży. Nie to żeby było w plażowaniu coś złego, wręcz przeciwnie, tyle tylko, ze sytuacja z samochodem musi być rozwiązana i byłby to bardziej relaksujący dzień gdybyśmy mieli już to za sobą. W piątek znowu sie za to zabierzemy. Dziś wieczorem wychodzimy z Junior i Dayane do Recife Antigo – do odrestaurowanej części centrum starego miasta na kilka piwek pod ciepłym, nocnym niebem. Będziemy myśleli o wszystkich naszych znajomych, którzy w tym czasie siedzą gdzieś w pubie. Do jutra.

Your Comments:







Make e-mail private   Make message private